Na południowy zachód od Świdnicy, w odległości około 2 km od wsi znajdują się
dwa żelbetowe bunkry. Mają one postać walców, imponująca jest ich średnica wynosząca 20 m oraz wysokość przekraczająca 15m. Mimo wielu kontrowersyjnych hipotez i ciągłych badań do dzisiaj nie udało się ustalić ich pierwotnego przeznaczenia. Prawdopodobnie spełniały funkcje maszynowni wyposażonej w agregaty prądotwórcze i zbiorników paliwa. Kondygnacje nadziemne bunkrów połączone są klatką schodową i windą towarową.
Obiekty zbudowano około 1938 roku. W czasie wojny była w nich siedziba niemieckiego Radia Wojskowego z Wrocławia. Po 1945 roku schrony przez dłuższy czas stały opuszczone, co sprzyjało okolicznym szabrownikom. Później obiekty wykorzystywane były przez zakłady „Unitra” oraz Wojewódzki Szpital w Zielonej Górze.
Obecnie jeden z bunkrów, postawiony na łące, pełni funkcje rekreacyjne. Znajduje się w nim Klub Karate, a na zewnątrz stworzono ścianę wspinaczkową. W okresie letnim do ogólnego użytku w byłych wnętrzach wojskowych jest udostępniana dobrze wyposażona siłownia, sauna, boisko do squosha oraz ściana do trawersu niskiego (wspinaczka po ścianie na specjalnie zamocowanych uchwytach). Jest tez ściana do wspinaczki na zewnątrz bunkra. Teren wokół pozwala na rywalizację w grach zespołowych (siatkówka, badminton) i relaks przy ognisku.
Bunkier i jego otoczenie nadają się również do przeprowadzania festynów i imprez sportowych oraz organizowania tzw. zielonych szkół.
TEKST Z PUBLIKACJI
Motyl K., Świdnickie schrony, Zielona Góra 1999.
(za zgodą autora, któremu serdecznie dziękujemy)
Na Ziemi Lubuskiej jest wiele miejscowości, w których znajdują się pozostałości dawnych fortyfikacji. Region ten obfituje w liczne obiekty i dzieła obronne, które prezentują rozwój architektury obronnej od wczesnego średniowiecza, aż do czasów nam współczesnych. Na obszarze tym występują nie tylko grody i grodziska, średniowieczne mury obronne, zamki, pałace obronne, twierdze bastionowe i fortowe, szańce i obozy warowne, ale i również żelbetowe schrony bojowe, obiekty przeciwlotnicze, magazyny amunicyjne. Obok tak potężnych fortyfikacji jak tzw. Międzyrzecki Rejon Umocniony, Pozycja Odry, olbrzymich powierzchniowo fabryk zbrojeniowych w Krzystkowicach i Zasiekach n/Nysą Łużycką, znajduje się też cała gama najrozmaitszych dzieł obronnych.
Do tychże dzieł zaliczany jest również zespół dwóch potężnych, monolitycznych schronów przeciwlotniczych znajdujących się nieopodal miejscowości Świdnica koło Zielonej Góry (woj. lubuskie). Przez znawców architektury obronnej budowle te są zaliczane do zabytków inżynierii wojskowej, a przez znawców historii regionu do jednych z większych atrakcji turystycznych Ziemi Lubuskiej.
Schrony te znajdują się ok. 2 km na południe od Świdnicy. Są one bezpośrednio usytuowane przy kamiennej drodze ciągnącej się z południowo - zachodniego krańca wsi, od strony ulicy Bunkrowej. Jedna z tych budowli znajduje się w gęstym lesie liściastym, natomiast druga - na łące. Schrony te są oddalone od siebie o ok. 500 metrów.
Budowa tychże dzieł została zapoczątkowana w 1938 r., a zakończona rok później. Prace budowlane były wykonywane prawdopodobnie przez prywatną firmę budowlaną przy wsparciu grup junaków ze Służby Pracy Rzeszy (niem. „Reichsarbeitdienst"). Prawdopodobnie nieznana z nazwy firma budowlana wygrała ogłoszony, najpewniej pół roku wcześniej przed przystąpieniem do prac, tajny przetarg na wykonawstwo. Prace budowlane były prowadzone w oparciu o wcześniej wykonany projekt tych budowli. Projekt ten przypuszczalnie został wykonany w 1937 r. we wrocławskim biurze projektowym, na co wskazują pewne cechy charakterystyczne dla późniejszych projektów autorstwa arch. E. Konwiarza (projektant schronów przeciwlotniczych dla ludności cywilnej, np. przy ul. Legnickiej, ul. Ołbińskiej, ul Grabiszyńskiej i ul. Ładnej we Wrocławiu). W tym też miejscu warto nadmienić, że w III Rzeszy wśród jednych z najbardziej znanych i cenionych projektantów obok E. Konwiarza, byli również Kurt Krause i Karl Meitinger.
Interesujące nas schrony są budowlami naziemnymi w formie pionowego walca o konstrukcji żelbetowej. Każdy z nich posiada pięć kondygnacji. Średnica zewnętrzna budowli sięga 20 metrów, a wysokość całkowita części nadziemnej ponad 15 metrów. Ściany mają grubość 1,8 m, a stropodach 2,5 metra. Grubość ścian i stropodachu jest podyktowana chęcią zabezpieczenia wnętrza przez bezpośrednim trafieniem bombą lotniczą; w owych czasach schrony te doskonale spełniały kryteria obrony przeciwlotniczej.
Poszczególne kondygnacje są wykonane z płyt żelbetowych o grubości ok. 0,18 m. Płyty te są umocowane na dziesięciu żelbetowych legarach promieniście odchodzących od centralnie położonego dziesięciobocznego filara, którego grubość wynosi ok. l ,5 metra.
Zewnętrzna ściana budowli, w partiach podziemnych i dolnych została pokryta warstwą lepiku ze smoły. Dodatkowo zewnętrzną, podziemną część ściany wzmocniono poprzez zamontowanie pionowej, stalowej ścianki Larsena. Było to podyktowane chęcią zmniejszenia przenikliwości wód gruntowych i powierzchniowych do wnętrza budowli, jak i jej ścian zewnętrznych, likwidacją zagrożenia korozji materiału budowlanego oraz zwiększeniem stabilizacji całości konstrukcji.
Cechą charakterystyczną dla każdego obiektu jest kształt stropodachu, który jest podyktowany maskowaniem przed lotniczym zwiadem nieprzyjaciela.
Obiekt nr L, znajdujący się w lesie, posiada strop płaski, we wnętrzu którego jest niewielkie zagłębienie (tzw. donica) wypełnione ziemią. Podobne, ale płytsze zagłębienie jest na stropie przedsionka wejściowego. W ścianach donic znajdują się niewielkie kanały odpływowe, które odprowadzały zgromadzoną wodę pochodzącą z opadów na zewnątrz budowli. Prawdopodobnie już po zakończeniu prac budowlanych, na stropodachu zasiano trawę i zasadzono niewielkie krzewy.
Schron nr 2., położony na łące, ma stropodach wyprofilowany w formie stożka. Jeszcze do dzisiaj są widoczne zachowane pozostałości zewnętrznej drewnianej konstrukcji zamocowanej na płaszczyźnie stropu, za pomocą której zewnętrzną bryłę obiektu okrywano snopkami siana. W ten oto nietypowy sposób, budowlę maskowano na olbrzymi kopiec siana.
Warto nadmienić, że Niemcy przykładali bardzo dużą wagę do maskowania nie tylko schronów bojowych, ale również i schronów przeciwlotniczych. Przykładem doskonale to ilustrującym są schrony wcześniej wspomnianych projektantów: Karla Meitingera (np. schrony budowane w formie średniowiecznej wieży obronnej), Kurta Krause (np. schrony w formie obory, kaplicy), czy też E. Konwiarza (np. schrony maskowane na kamienice).
Każdy ze schronów posiada pięć kondygnacji: trzy nadziemne (w tym jedną parterową, do której bezpośrednio prowadzą główne otwory wejściowe), jedną pośrednią będącej przyziemiem oraz ostatnią: podziemną.
Wejście do wnętrza obiektów prowadzi poprzez żelbetową rampę (długość ok. 10,5 m), do której z dwóch stron dostawione są żelbetowe schody (z pięcioma stopniami). Rampa jest wsparta na ośmiu pionowych, żelbetowych słupach posiadających delikatne pionowe sfazowanie narożników (faza o szerokości 4 cm). Pierwotnie była to rampa towarowa, dzięki której można było swobodnie przeprowadzić załadunek, jak i rozładunek. Świadczy o tym m.in. wysokość rampy, która była dopasowana do wysokości burt naczep samochodowych.
Z rampy do wnętrza prowadziły niegdyś dwa wejścia (o szerokości 1,6 m) umieszczone w żelbetowej dobudówce. Drzwi zewnętrzne były dwuskrzydłowe, najpewniej pierwotnie stalowe, ściśle zamykane do ościeżnicy za pomocą specjalnego mechanizmu ryglującego. Dobudówka była przedsionkiem (ale nie gazoszczelnym). Rola dobudówki wraz z rampą towarową miała się sprowadzać głównie do ułatwienia rozładunku. Wewnątrz przedsionka, do wnętrza schronu, na kondygnację parterową prowadził jeden otwór wejściowy (szerokość od 1,5 do 1,8 m) zaopatrzony w pojedyncze drzwi stalowe.
Na parterze (wysokość ok. 4 m) schronu nr l, na wprost wejścia widać otynkowany, murowany szyb windy towarowej, napędzanej niegdyś silnikiem elektrycznym. Szyb został wykonany wtórnie w latach 70-ch, Przypuszczalnie niemieccy projektanci zamierzali w tym samym miejscu umieścić szyb podobnej windy towarowej.
Z tej to kondygnacji (tzn. parterowej) wychodziła dalej żelbetowa klatka schodowa idąca na kondygnację następną (tj. górną). Mniej więcej w połowie wysokości schodów umieszczony jest żelbetowy spocznik.
Na parterze, pod schodami znajduje się wejście o przekroju prostokątnym prowadzące na kondygnację dolną. Zejście prowadzi przez drewniane schody.
Poniżej parteru znajdują się dwie kondygnacje: jedna pośrednia i jedna podziemna. Obydwie kondygnacje są zbyt niskie dla człowieka, ich wysokość sięga zaledwie 1,7 metra. Z tego też powodu przypuszcza się, że pełniły one funkcję magazynowo - techniczną.
Kondygnacja pośrednia, będąca przyziemiem, jest umieszczona mniej więcej na wysokości warstwy ziemi. Prowadzi do niej drewniana klatka schodowa biegnąca z parteru. We wnętrzu pod sklepieniem umieszczone są dwa koliste legary wsparte na dwóch rzędach żelbetowych słupów. Na tym też poziomie znajdują się trzy wydzielone niewielkie pomieszczenia. W ścianach zewnętrznych tej kondygnacji, pełniącej niegdyś zapewne funkcję magazynową, znajdują się otwory o przekroju prostokątnym Każdy z nich jest zaopatrzony w stalową kratę. Przypuszczalnie były to zsypy materiałów sypkich.
Z przyziemia na kondygnację podziemną prowadzi niewielkie kwadratowe zejście. Jest ono umieszczone tuż przy drewnianych schodach. Zejście prowadzi po stalowych klamrach umocowanych w ścianie budowli.
Kondygnacja najniższa jest obecnie niedostępna do zwiedzania. Jest to spowodowanen nagromadzeniem się wody opadowej pochodzącej najpewniej z przesiąków ścian. Tutaj również znajdował się magazyn materiałów sypkich. Być może była tutaj również studnia głębinowa, urządzenia wentylacyjne, maszynownia (z zapasowym agregatem prądotwórczym), magazyn narzędzi. Być może znajdował się tutaj również niewielki składzik prowiantowy.
Dwie, kondygnacje nadziemne były jeszcze do 1996 r. połączone ze sobą za pomocą stalowej klatki schodowej. Schody te jednak zostały rozszabrowane i najprawdopodobniej wywiezione do skupu złomu. Obecnie brak schodów uniemożliwia zwiedzenie całości wnętrza budowli.
Na kondygnacji górnej (wysokość 3,5 metra) widać centralnie umieszczony dziesięcioboczny słup wspornikowy o grubości 1,5 metra. Obok niego znajduje się murowany szyb windy towarowej. Przed szybem jest niezabezpieczony otwór międzykondygnacyjny.
Na ostatnim piętrze, w ścianie znajduje się kilka rzędów wylotów stalowych rur systemu wentylacyjnego. Rury te nie przechodzą przez ścianę poziomo - są one załamane w swej środkowej części. Wyloty rur znajdujące się na zewnątrz obiektu są zabezpieczone stalową siatką.
Na tej kondygnacji znajduje się również niewielkie wyjście umieszczone w ścianie zewnętrznej budowli. Wyjście to prowadzi na taras zamocowany na zewnętrznej stronie ściany. Otwór wyjściowy było kiedyś zamykany stalowymi drzwiczkami. Taras zaopatrzony w stalową balustradę i w żelbetowy spocznik był niejako wyjściem awaryjnym, jak i wejściem z (do) obiektu. Atak lotniczy nieprzyjaciela mógł naruszyć strefę wejścia właściwego (głównego). Z tego też powodu, obiekt taki musiał być zaopatrzony w wyjście awaryjne. W przypadku uszkodzenia jakiejś kondygnacji (np. zagruzowania, wysadzenia) tą drogą mogła być niesiona pierwsza pomoc.
Prawdopodobnie jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych w Polsce, zaniechano zakończenie budowy tychże dzieł. Prace ukończono jedynie na etapie postawienia budowli, doprowadzenia głównego przewodu energetycznego (biegnącego ze Świdnicy). Same wnętrza nie zostały jednak całkowicie wykończone; nie zamontowano systemu wentylacyjnego, ani instalacji elektrycznej, nie wybudowano również szybu windy towarowej. Otwory między poszczególnymi kondygnacjami, znajdujące się w posadzkach prowizorycznie zasklepiono betonem.
Po zakończeniu budowy schronów przeciwlotniczych w 1939 r, teren wokół nich nie był jeszcze ogrodzony. Wprowadzono jedynie okresowy dozór policji ze Świdnicy. Obiekty wówczas nie były jeszcze w pełni wykończone: np. nie był wykonany szyb windy towarowej, ściany nie były pobielone.
W 1940 r. przy schronach wybudowano dwa drewniane baraki posadowione na ceglanych i żelbetowych podmurówkach (rozebrane po 1945 r.). Dopiero wówczas wprowadzono stały dozór wojskowy, który był prowadzony przez nieliczną grupę żołnierzy.
W 1942 r. rozpoczęto budowę drogi brukowej prowadzącej ze Świdnicy. Podczas prac wykorzystano siłę roboczą złożoną głównie z radzieckich i francuskich jeńców wojennych. Po wybudowaniu drogi, do schronów została sprowadzona stacja przekaźnikowa Niemieckiego Radia Wojskowego z Wrocławia (niem. „Deutsche Militar - Rundfunk Breslau"). Stację ulokowano w obiekcie znajdującym się w lesie (schron nr L). Wówczas to obiekty częściowo prowizorycznie wykończono. We wnętrzu założono instalację elektryczną. W najbliższym sąsiedztwie budowli postawiono również kilka drewnianych baraków posadowionych na murowanej podmurówce (rozebrane po 1945 r.). W nich to głównie ulokowano dodatkową, stałą obsadę, na którą składała się m.in. drużyna żołnierzy (ok. 30 osób).
Od tego też czasu teren wokół obiektów diametralnie się zmienia. Całość zostaje otoczona drutami kolczastymi, zostają wprowadzone stałe patrole wokół obiektów i w najbliższej okolicy, zostaje ogłoszony zakaz wstępu dla cywili.
Świdnica zostaje zajęta przez jednostki wojska radzieckiego 15 lutego 1945 r. W czasie II wojny obiekty nie były nigdy bombardowane co może niejako świadczyć o ich dobrym zamaskowaniu.
Po 1945 r. schrony stały przez dłuższy czas opuszczone. Wówczas to rozpoczął się demontaż instalacji elektrycznej i znalezionych tam urządzeń. Dopiero w latach 70-ch, w obiekcie nr L, którego prawnym właścicielem jest Nadleśnictwo Zielona Góra, Zakład „UNITRA" urządził w nim magazyn sprzętu telewizyjnego. Wcześniej jednak zmodernizowano część założenia poprzez zamontowanie niewielkiej windy towarowej, we wcześniej przygotowanych murowanych szybach. Zamurowano wówczas jedno z dwóch wejść, zamieniając je w otwór okienny zaopatrzony w stalową kratę. Nad jedynym już wejściem zamontowano drewniany daszek, który został wsparty na kilku stalowych kształtownikach i naciągnięty stalowymi prętami zamocowanymi do stropodachu przedsionka. Daszek został okryty arkuszami blachy cynkowej, które pokryto papą smolistą, a następnie wysmołowano. Zmieniono też część instalacji elektrycznej i zamontowano nowe punkty świetlne. W przedsionku postawiono ceglaną ścianę działową, w celu wydzielenia jednego pomieszczenia pełniącego funkcję stróżówki. By zabezpieczyć wnętrze schronu przed ingerencją osób trzecich, jak i niebezpieczeństwem wypadku, wycięto również większość dolnych, stalowych klamer umocowanych na ścianie zewnętrznej, które niegdyś umożliwiały wejście na stropodach obiektu.
Po „Unitrze" schronem na krótko zainteresował się Wojewódzki Szpital w Zielonej Górze. Jednakże większych zmian w strukturę i wyposażenie budowli nie wprowadzał.
Obecnie obiekt nie jest dzierżawiony, stoi pusty, częściowo już zdewastowany: instalację elektryczną rozkradziono, stalową klatkę schodową wraz z balustradami i siatką zabezpieczającą wycięto palnikiem, windę wraz z szybem rozszabrowano, a deski zabezpieczające duże otwory międzykondygnacyjne zostały zerwane.
W 1994 r., obiektem nr L, położonym na łące zainteresował się Pan Eliasz Madej. Wydzierżawił on od Urzędu Gminy Świdnica budowlę i zaadaptował na salę sportową. Obecnie w schronie mieści się Zielonogórski Klub Sportowy Karate, wyposażony rtLin. w siłownię, saunę i ściankę treningową do wspinaczki. Do obiektu doprowadzono kabel energetyczny i zamontowano nowe punkty świetlne oraz instalację wodno - kanalizacyjną. Obecnie obiekt jest w całości oświetlony.
Na przełomie 1994 i 1995 r. członkowie Oddziału Zielonogórskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji dokonali pierwszej całościowej inwentaryzacji tychże obiektów. W tym też roku został złożony do Państwowej Służby Ochrony Zabytków, Oddział w Zielonej Górze wniosek o uznaniu świdnickich budowli za zabytek i wpisanie ich do rejestru zabytków. Mimo kilkukrotnych apeli wniosek ten nie został pozytywnie rozpatrzony.
Do dnia dzisiejszego nie została rozwiązana kwestia pierwotnego przeznaczenia tych budowli. Wiadomo jedynie, że schrony te były obiektami przeciwlotniczymi o charakterze magazynowym. Wskazuje na to zachowana rampa towarowa, dwa, duże i zarazem szerokie otwory wejściowe, wysokie i przestrzenne pomieszczenia na kondygnacjach nadziemnych oraz skośne otwory zsypowe w ścianach zewnętrznych budowli.
Warta zaznaczenia jest również dość dziwna lokalizacja tychże budowli. Są one bowiem położone na terenie podmokłym o dość wysokim stanie wód gruntowych. Z tego też powodu jeden ze schronów został umieszczony nawet na niewielkim wyniesieniu (schron nr 2.). Wszystkie też obiekty zostały izolowane wcześniej wspomnianą ścianką Larsena oraz wysmołowane.
Mimo usilnych starań, kwerend archiwalnych na terenie kraju i w Niemczech, nadal nie wiadomo jakie substancje i materiały miano w nich magazynować. Przypuszcza się, że schrony te były zaczątkiem jakiejś większej inwestycji. Być może związanej z niezrealizowaną budową w tym regionie jakiejś fabryki zbrojeniowej lub kompleksu magazynów. Prace te zostały zaniechane już w 1939 r. i nigdy już do nich nie powrócono.
Obecnie świdnickie schrony są obiektami o charakterze zabytkowym. Prezentują one nie tylko możliwości techniczne i budowlane człowieka. Są one również przykładem architektury obronnej. Podobne obiekty można odnaleźć jedynie we Wrocławiu, jednak są to schrony przeciwlotnicze przeznaczone dla ludności cywilnej.
Cieszy fakt, że jeden z tych obiektów (schron nr 2.) został, bez większej ingerencji w strukturę obiektu, właściwie zagospodarowany. Być może za kilka lat znajdzie się podobny inwestor, który odpowiednio zagospodaruje drugi schron, znajdujący się w lesie. Warto zaznaczyć, że dla Gminy Świdnica, zespół tych obiektów, obok dwóch muzeów (Lubuskiego Muzeum Wojskowego w Drzonowie oraz Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza w Świdnicy) powinien być jedną z największych atrakcji turystycznych tego regionu. Szkoda, że niewłaściwie i nie do końca wykorzystanych.
Obecnie jednak schron nr 1. jest systematycznie zaśmiecany i rozkradany z resztek instalacji elektrycznej i elementów stalowych. Przydałoby się, aby obiekt ten został czasowo zamknięty i zabezpieczony. Warto dodać, że niezabezpieczone otwory międzykondygnacyjne, jak i możliwość wejścia na strop schronu powodują realne niebezpieczeństwo wypadku groźnego dla zdrowia, jak i życia. O wypadek w tym obiekcie bardzo łatwo.
ZWIEDZANIE
W trakcie zwiedzania świdnickich obiektów trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w dobrą latarkę oraz zdrowy rozsądek. Duże przestrzenie poszczególnych kondygnacji powodują zbyt silne rozproszenie światła w wyniku czego trzeba uważać na każdy swój krok. Niezabezpieczone otwory międzykondygnacyjne, brak balustrad, oślizgłe klamry, niepewne schody i niepotrzebna brawura to podstawowy wróg turystów. Z tego też powodu apeluję o rozwagę i ostrożność. W obiektach tych jest bardzo łatwo o wypadek, a w szczególności w schronie nr l.
By zwiedzić schron położony na łące (schron nr 2.) trzeba przede wszystkim uzyskać zgodę od dzierżawcy budowli, tj. od Pana:
Eliasz Madej tel. domowy: (0-68) 327*32-15
LITERATURA:
Dziadowicz I., Świdnicka tajemnica, [w:] Fortyfikacje na Ziemi Lubuskiej, Zeszyt Sesyjny
Zielonogórskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji, nr l, Zielona
Góra 1995.
Sawicki K.M., Ludwicka M., Niemieckie naziemne schrony przeciwlotnicze koło Świdnicy, [w:]
Destruktor, Niezależny Miesięcznik Miłośników Architektury Wojskowej, nr 3,
Warszawa 1995.